piątek, 25 stycznia 2013

Moja zimowa pielęgnacja twarzy - naturalnie :)

Witam serdecznie,
dzisiaj za oknem piękna zimowa aura, mroźno i słonecznie. Chciałam podzielić się z Wami moją zimową pielęgnacją. Jest ona naprawdę zmienna, część kosmetyków własnej roboty dopiero testuję więc nie odważę się ich na razie tutaj pokazać. Zaprezentuję to co jest takim moim kultowym, zimowym niezbędnikiem:).


Poranek
 Rano przecieram twarz tonikiem z BU. Do tego celu wybrałam sobie hydrolat z kwiatu pomarańczy i wzbogaciłam go zestawem dla cery naczynkowej. Sprawdza się bardzo fajnie, jest delikatny i trochę uspokaja moją cerę.
Do niedawna jeszcze rano normalnie myłam twarz wodą jednak zauważyłam, że skóra bardzo się przesuszyłam i dałam jej rano odpocząć.
Następnie nakładam serum (co drugi dzień gdyż jest ono z witaminą C) również z BU. Jest ono lekko lepkie ale bez przesady. Stosuje je również pod oczy. Fajnie napina skórę i co ważne zauważyłam, że uspokaja naczynka.
Kolejnym krokiem jest ochrona przed warunkami atmosferycznymi panującymi na zewnątrz i w tym celu stosuję masło jojoba. Jest to mój faworyt ze względu na to, że rano kiedy liczy się czas można go bez problemu rozsmarować na twarzy jak zwykły krem (nie trzeba nic rozgrzewać, podgrzewać itd.). Jest troszkę tłusty lecz kiedy mam czas to czekam ok.20 minut i przykładam do twarzy chusteczkę (nie ścieram masełka tylko matowię twarz). To z reguły jest już wszystko, na to leciutko puder bambusowy anty-UV i jestem gotowa. Oczywiście najważniejsza jest ochronna przeciwsłoneczna i tutaj najlepiej mi się sprawdza Anthelios AC sprawdza się i latem i zimą.
Na co dzień się nie maluję bo twierdzę, że nie jest mi to za bardzo potrzebne oczywiście lubię mieć zrobione OKO;). Kiedy potrzebuję większego matu na twarzy po tych 20minutach nakładam jeszcze mój "samoorobiony przeciwstarzeniowy"kremik z glinką białą. Rewelacyjnie matuje, po zimie zamiast masła wystarczy mi tylko ten krem.

W ciągu dnia z twarzą nie robię absolutnie nic. Skóra nie wymaga matowienia ani poprawek.

Wieczór
W wieczornej pielęgnacji stawiam na maksymalne odżywnie skóry i jej regenerację. Zaczynam od zmycia tuszu płynem micelarnym z e-naturalne. Za pierwszym razem kiedy go użyłam troszkę mnie uczulił lecz teraz sprawdza się fantastycznie. Zmywam nim oczy i delikatnie przecieram całą twarz.
Następnie zmywam twarz olejkiem myjącym z BU, delikatnie masuję nim twarz przez jakieś dwie minutki i zmywam go mydłem alep (świetny produkt). Mam pomarańczową wersję olejku. Kiedyś również używałam tej z drzewa herbacianego jednak zapach mnie odstraszał.
Po umyciu i delikatnym osuszeniu twarzy przecieram ją tym samym tonikiem co rano, następnie spryskuje ją wodą termalna z Uriage. Wcześniej miałam z Iwostinu, jednak trzeba było ją ścierać po kilkunastu sekundach a po drugie ma troszkę dziwny spryskiwacz i bardziej leje wodę niż ją rozpyla.
 Ostatnim krokiem jest nałożenie czegoś co zregenerują moją skórę twarzy. Wczoraj skończył się mój absolutny HIT w tym względzie a mianowicie serum różane z BU. Zapach był fenomenalny, dość ciężki, trzeba było dać mu czas na wchłonięcie się ale skóra rano po jego użyciu nie potrzebowała nic więcej. Teraz pewnie wrócę do nakładania jakiegoś oleju na twarz wraz z odżywczym żelem hialuronowym lub masła dopóki nie dojdzie kolejna porcja serum.

Pozdrawiam
iKa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz